Dziecko
Zaduszki, zdjęcie starej babci i dynia. Chwila zastanowienia przed Świętem Zmarłych.
Moi dziadkowie umarli kiedy byłam na prawdę mała. Dziadek Antoni - ojciec mego ojca zmarł kiedy jeszcze nie chodziłam do szkoły. Był zawodowym żołnierzem. Walczył przy Piłsudskim. Potem w wojnie 1920 roku i w II Wojnie Światowej. Babcia Eugenia - jego żona prowadziła dom. Rodzice mojej mamy mieszkali w Łodzi i nie miałam z nimi zbyt bliskiego kontaktu. Wszyscy umarli dawno temu. Potem pamiętam jak zmarł na białaczkę mój kolega z liceum. Miał na imię Jarek. Umarł dzień przed moimi 16-tymi urodzinami. Pamiętam jego mamę która zemdlała na pogrzebie. Pamiętam Kaskę która mając 24 lata zabiła się na trasie katowickiej. Wyleciała z zakrętu. Nie miała szans. Pamiętam mamę i siostrę Kuby z klasy Marysi zginęły obie w tym roku w wypadku samochodowym.. Julka poszłaby teraz do pierwszej klasy... Każdy z nas może tak wyliczać.
Jedni odchodzą długo, inni nagle. Jedni na samym początku a inni mając wiele lat za sobą. Każda śmierć jest jednak kresem. Kresem pobytu tu. Staje się początkiem nowej drogi. Każdy tę drogę wyobraża sobie inaczej. Ale jedno powinno być wspólne.
Pamięć.
Winniśmy pamiętać o zmarłych. Jednych mamy głęboko w sercach - bo ich kochaliśmy a innych jedynie wspominamy. Ale trzeba pamiętać, że byli. Że żyli. Ludzie tyle znaczą ile pamięć o nich.
Nie jeżdzijmy co roku w ten jeden dzień na cmentarz aby zrobić generalne porządki i zostawić palące się znicze. Zmarłym nie jest to potrzebne. Ale odwiedzajmy ich w naszych sercach. Idzmy do kościoła a potem na groby. A przede wszystkim pamiętajmy o nich nawet kiedy nie byli za życia dla nas najlepsi.
Uczmy tego nasze dzieci aby kiedy my odejdziemy pamiętały o nas. Uczmy je szacunku dla tego co było. Nie oszukujmy ich, że śmierci nie ma. Nie opowiadajmy o barankach, aniołkach dobrych wróżkach, niebiańskich łakach. Nie idealizujmy raju bo nie wiemy jaki on jest. Nie wiemy czy istnieje.
Moja córka zapytała mnie co się dzieje z człowiekiem po śmierci. Zaczęłam od duszy ale nie to ją interesowało, chciała wiedzieć co się dzieje z ciałem. Już wie. Taka wiedza nie jest straszna. Dzieci boją się nieznanego. Zadają pytania aby własnie się nie bać. By poznawać. Moje dzieci wiedzą, że każda istota, która żyje musi umrzeć. Umierają rośliny i zwierzęta. Ludzie też. Odchodzą na zawcze i już nigdy do nas nie wrócą. Jest to straszne! Nagle tracimy tak wiele, że nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić. Dzieci nie radzą sobie z natłokiem doświadczeń. Uciekają od nich. Zagłębiaja sie w siebie i negują prawdę.
Warto przygotować dzieci na te doświadczenia. Ponieważ na pewno doświadczą ich. A dzięki nam i dzięki temu że to my je wprowadzimy w trudne tematy zniosą czyjąś śmieć lżej.
Dzięki wyniesionemu z domu szacunkowi dla ludzi będa pamiętać o nas kiedy nas już tu nie będzie.
Inna sprawa to podejście do śmierci jako do kresu. Cieszymy się czy rozpaczamy? Bawimy czy umartwiamy? Jest to zależne od naszej religii i naszej siły wiary. Nie uważam za dobre bawienie się w stylu amerykańskim z całą koszmarnie tandetną i kiczowatą otoczką ale z drugiej strony my Polacy mamy genetyczną potrzebę martyrologii. Rozpamiętujemy powstania, masakry, kataklizmy. Delektujemy się liczbami zabitych na drogach. Kulminacja nadchodzi zawsze 1 sierpnia. Takie podejście jest chore. Wojny były. Ginęli ludzie. Działy sie straszne rzeczy. Wielu z nas wojna zabrała dziadka lub pradziadka. Ale życie toczy się dalej. Historii nie zmienimy. Możemy o niej pamiętach ale nie rozdrapywać. Nie zatracajmy się. Celebrujmy pamięć i uczmy tego nasze dzieci ale róbmy to godnie.
Aktywności
Porozmawiajmy
Brak wypowiedzi
O klubie

Klub dla dorosłych. Tu można wymienić poglądy dotyczące wychowania, zdrowia i edukacji, a także podzielić się własnymi pomysłami.
Gospodarz:
Współgospodarze:
Współgospodarze:















