Dziecko
Fretki sprawne inaczej
Założony przez:
2009-10-10 22:05:22
Był czwartek 30 lipca 2009, wróciliśmy z plaży nad Zalewem Czorsztyńskim. Ja, moje dzieci, koleżanka, jej przyjaciel, córka i jej mama. Mieszkaliśmy w Niedzicy w Pieninach. Dzień był gorący. Słońce prażyło. Aż szkoda było wracać na obiad.

Koleżanka z całą
rodziną poszła na obiadek a ja zaczęłam przygotowywać dzieciom
jedzenie. Mysi sie dłużyło więc zaproponowała, że weźmie Milo na ręce i
pójdzie na ganek na powietrze. Milo była od rana bardzo osowiała, nie
zjadła mięska, nie brykała jak to ona potrafi. Słowem była jakaś taka
dziwna. Ale przecież zwierze musi się zaaklimatyzować do nowego
miejsca więc to pewnie przejciowe.
Tak więc ja zostałam przy naleśnikach, Stasiek z nosem w komputerze a Marysia wyjęła Milo z pojemnika i wyszła......
Po chwili, dosłownie po 2,3 minutach wbiega zrozpaczona, zaryczana Marysia
wrzeszcząc, że Milo umiera i leci jej krew. Ponieważ ja w życiu wiele
widziałam i jestem w takich sytuacjach bardzo opanowana posadziłam
dziecko na podłodze i wzięłam zwierzątko na ręce. Milo była
nieprzytomna, leciała jej krew z nosa i z pyszczka więc odłożyłam ją
do pojemnika i zaczełam uspokajać Mysię. Po paru minutach mogłam zająć
się fretką. Milo oddychała płytko i bardzo szybko. Była nieprzytomna.
Krew już nie leciała ale pojawiły się drgawki. Nie miałam pojęcia co
się dzieje. Może coś zjadła? Może się zatruła? Może...
Koleżanka, która miała kiedyś fretkę powiedziała, że to na pewno jest udar słoneczny
ponieważ jest dzisiaj bardzo goraco a fretki nie znoszą ciepła.
Poradziła zimny, mokry okład na całego zwierzaka i czekanie. Tak też
zrobiłam. Po pewnym czasie Milo dostała znów drgawek. Mnie coś nie
pasowało. Wydawało mi sie, że to chyba nie udar. Poprzedniego
dnia Milo wlazła nam pod wannę obawiałam się, że mogła zjeść trutkę na
szczury która paraliżuje.
Zaczęłąm obdzwaniać przychodnie weterynaryjne w Małopolsce. Nie jest łatwo znaleźć lekarza który zna się na łasicowatych. Z kotem, lub z
psem byłoby łatwiej ale fretki mają inną przemianę materii i leczy sie je zupełnie inaczej.
Postawilam na nogi kilkanaście lecznic, Stowarzyszenie Hodowców w Krakowie, męża i znajomych. Udało mi się uzyskać adres w Nowym Sączu gdzie w piątek rano pognakiśmy aby byc mna miejscu tuż po otwarciu. Do lecznicy było ponad 60 km w jedną stronę. Jechałam z świadomością, źe
mogę przywieźć martwą Milo. Zupełnie nie wiedziałam co się dzieje.
Obawiałam się najgorszego. Mysia i Staś pojechali ze mną.
W Nowym Sączu powitała nas młoda lekarka i lekarz dyżurny. Wysłuchali
całej mojej opowieści i zaczęli badania. Szukali śladów trucizny, udaru, jakiejś choroby. Może coś sie wbiło w pyszczek...
Zdobili badania krwii i moczu niczego nie znajdując. Osłuchali, pooglądali. W końcu ok
południa zdecydowali o RTG. Wynik był bardzo szybko. My byliśmy wtedy  z
powrotem z Niedzicy. Zdecydowałam, że tak będzie lepiej ze względu na
dzieci. Wczesnym popołudniem zadzwonił lekarz z informacją, ze mam
wsiadać w samochód i przyjeżdżać do nich. Niczego nie chciał mi
powiedzieć przez telefon. Jechałam płacząc. Byłam pewna, że jadę po to
aby podpisać zgodę na uśpienie. Na miejscu dowiedziałam się prawdy o
stanie Milo. Nasza fretka ma zmiażdżony kręgosłup. Ktoś w nocy
przytrzasnął ją drzwiami. Ma złamany 6 i zmiażdżony 7 krąg piersiowy.
Nie mogłam uwierzyć.
To niemożliwe!!!
Przecież wiedziałabym!!!
Ktoś by mi powiedział!!!
Nikt nie powiedział.
Lekarz mówił, że jest to typowy przypadek. Wiele fretek tak ginie.
Ja stałam i nie wiedziałam co on do mnie mówi. Przecież ja spałam razem z
dziećmi, moi znajomi kręcili siępo mieszkaniu, wstawali w nocy parę razy do toalety. Ale przecież jak coś by się stało to by mi powiedzieli....
Wracałam z Milo, z serią zastrzyków i z wielką pustką. DLACZEGO?
Moja koleżanka do dzisiaj twierdzi że to co mówili lekarze to bzdury. Że MILO NA PEWNO MIAŁA UDAR.  Kontaktu już nie mamy.
Milo jest po dwóch seriach zastrzyków, po terapii wodnej. Czekają nas teraz
naświetlania lub laser. Milo zmieniła nasz świat. Mamy chore zwierzę,
które czołga się na przednich łapach, ma problemy z oddawaniem moczu i
wymaga wymasowywania aby nie doszło do chorób pęcherza i nerek. Ma
stały ucisk na rdzeń i bóle fantomowe.
A przecież ona ma dopiero dopiero pół roku.
Od końca lipca żyjemy z żalem do ludzi, którym ufaliśmy. Z żalem, że
przez głupotę lub strach człowieka cierpi zwierzę. Żal do nas samych, że
nie zareagowaliśmy wcześniej. Przecież tego dnia Milo była jakaś inna,
osowiała, nie chciała się bawić, nie jadła. Gdybym więcej czasu tego
ranka jej poświęciła to może teraz Milo by chodziła. Żyć będziemy z tą
świadomością.
W uszach mi brzmi zdanie koleżanki
-Po co zawracasz sobie głowię zwierzakiem, uśpij i kup drugą...

Jeżeli ktoś chce mieć tchórzofretkę w domu może ją adoptować, może skontaktowac się z:
www.spf.org.pl
to strona Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek. Zajmuje sie ono ratowaniem
tych zwierząt, leczeniem ich oraz szukaniek nowych właścicieliZapraszam też na stronę www.fretki.org.pl. to portal dla właściciel ale też baza wielu cennych informacji i tych bardzo inteligentnych zwierzętach.
Następny temat
Aktywności
Notki
Brak notek
Quiz
Brak quizów
Puzzle
2009-10-11 11:03:00
sen
2009-10-11 10:50:58
2009-10-11 10:23:07
Krzyżówka
Brak krzyżówek
Labirynt
Brak labiryntów
Układanka
Brak układanek
Porozmawiajmy
Brak wypowiedzi
O klubie
Klub dla dorosłych. Tu można wymienić poglądy dotyczące wychowania, zdrowia i edukacji, a także podzielić się własnymi pomysłami.
Gospodarz:
Współgospodarze:
Współgospodarze:
Popularne tematy
Aktywności w klubie